W akademickich kręgach sporą popularnością cieszą się imprezy integracyjne, organizowane z myślą o najmłodszych studentach, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę ze szkolnictwem wyższym. Takie imprezy integracyjne mają na celu zapoznanie się świeżo upieczonych studentów, popularnie nazywanych „kotami” ze studencką starszyzną, uczelnianymi wyjadaczami.
Zdarzało się, że tego typu imprezy integracyjne miały w sobie coś z „chrztu” pierwszaków, jednak zazwyczaj są to tylko drobne elementy, wykorzystujące poczucie humoru i chęć do dobrej zabawy – brak jest elementów, które mogłyby sprawić przykrość nowym studentom i już na początku negatywnie nastawić ich do studiowania. Swego czasu, kiedy działałem w organizacjach studenckich to organizowaliśmy bardzo wiele imprez dla studentów, w tym także imprezy integracyjne – nazywaliśmy je beanaliami. Zazwyczaj takie imprezy integracyjne organizowaliśmy na początku października, wraz z początkiem roku akademickiego. Zapraszaliśmy na nie wielu wykładowców, którzy sprawdzili się we wcześniejszych edycjach beanaliów – pokazywali „pierwszakom”, że wykładowcy też potrafią się dobrze bawić, są normalnymi ludźmi, a nie maszynami do wpisywania ocen niedostatecznych.
Brak komentarzy.
Dodawanie komentarzy zostało zablokowane.